Pisząc o dzieciach, piszemy zwykle o rodzicach. Pisząc o rodzicach, piszemy po prostu o dorosłych. W kontakcie z kimkolwiek zawsze najpierw spotykamy samego siebie. Ujawniają się emocje, które nami targają, jakieś zranienia, poglądy – czasem nasze, a czasem przekazane i utrwalone. Baletki dla chłopca? Dlaczego nie?

Baletki dla chłopca

Mama pewnego chłopca włączyła się w dyskusję o tym, że dziecko czasem czegoś chce, co nie jest dla niego zdrowe lub społecznie akceptowane (np. dziewięcioletniej dziewczynce zamarzyły się szpilki i się rozpłakała, że ich nie dostała). Wspomniana mama stwierdziła, że dzieci manipulują płaczem, więc ona to ignoruje. Przywołała wspomnienie, że jak jej syn miał 6 lat i szedł do zerówki, bardzo lubił kolor różowy. Kiedy wybierali buty do chodzenia po szkole, chłopcu spodobały się różowe baletki z wielkimi kokardami. Tak bardzo je chciał, że się popłakał. Mama opowiadająca to zdarzenie, zdeycdowanie odmówiła zakupu wspominanego rodzaju butów. Dodała, że przecież nie mogła mu kupić tych baletek i dać się ośmieszyć….

Zapewne mama chciała dobrze dla swojego syna. Ale czy naprawdę nie miała możliwości inaczej zareagować? Może przed kupnem tych baletek powstrzymywała ją kwestia finansowa, może niepokoiła się, że jej syn lubi kolor, którego w jej mniemaniu chłopiec lubić nie powinien. Czy na pewno bała się jedynie “ośmieszenia” jej syna? Może bardziej chodziło jej o nią samą? No bo co ludzie powiedzą na to, że matka kupiła synowi różowe baletki… Ilu rodziców by się na to odważyło?

Kogo chcemy ochronić?

Tak naprawdę nie wiemy co stało za twardym “nie” tej mamy. Ale zdecydowanie stało coś, co dotykało ją samą. Zastanawialiśmy się z mężem na ile my byśmy byli otwarci na zakup takich baletek, gdybyśmy mieli syna. Przypomniało mi się zdarzenie, trochę innego kalibru, kiedy nasza córka postanowiła wziąć do przedszkola bardzo starą, zużytą maskotkę, którą znalazła gdzieś u babci. Nie zabroniliśmy jej choć wiedzieliśmy, że może spotkać się z różnymi reakcjami ze strony dzieci. W końcu każde pochodzi z innego domu. I rzeczywiście…usłyszała, że maskotka jest brzydka. Ale dla niej miała dużą wartość i się tym nie zmartwiła.

Podstawowe pytanie jest takie: na ile chcemy chronić nasze dzieci, a na ile siebie? Naszym zdaniem dziecko nie musi doświadczać wszystkiego, nie trzeba go wystawiać na wszelkie próby, życie i tak wiele przyniesie. Natomiast dobrze jest stworzyć dziecku przestrzeń, w której będzie mogło być sobą, będzie mogło próbować różnych, niedestrukcyjnych rzeczy, podejmować w pewnym zakresie własne decyzje.

Jakbyście rozwiązali kwestię różowych baletek? Jestem bardzo ciekawa Waszych pomysłów.

“Co ludzie powiedzą?”

Zobaczcie jak zakorzeniona w nas jest obawa o to, “co ludzie powiedzą?”. Bo przecież wokół tego się to kręci. Dlatego tak wiele osób nie próbuje nowych rzeczy, nie odważa się na zmiany, nie postępuje zgodnie ze sobą, nie decyduje się na podjęcie wyzwania zawodowego, na zajęcie się czymś nowym.

Ci, którzy się odważą, przecierają szlaki innym. Jednak przede wszystkim żyją zgodnie z tym, co czują.

Oczekiwania społeczne dopadają nas niemal na każdym kroku. I o ile dobrze, że normy funkcjonowania w społeczeństwie istnieją, o tyle niedobrze, że nacisk na to jak “WYPADA” żyć, czy jak się zachować jest tak duży. Każda samodzielność, niezależność jest traktowana jako pewien atak na rodzinę, na zasady społeczne. Nie ma nic złego w szanowaniu zwyczajów, ale bycie ich niewolnikiem zdrowe już nie jest. Poza tym kiedy jesteśmy dorośli mamy prawo tworzyć własne zwyczaje, spójne z naszym światopoglądem. Oczywiście wszystko w wolności i wzajemnym szacunku.

Niestety, często nasze zachowania podyktowane są tym, jak zostaniemy odebrani. Czy nasi rodzice (tak, nawet wtedy kiedy jesteśmy już bardzo dorośli), przełożeni, pani w kolejce czy sąsiedzi spojrzą na nas łaskawym okiem, pokiwają głową z aprobatą. I wtedy myślimy: tak, dobrze zrobiłem, to było właściwe. Jakbyśmy sami nie potrafili podjąć decyzji o tym co jest dla nas dobre, co buduje nas oraz pozwala rozwinąć skrzydła naszym dzieciom. Nawet jeśli czujemy wewnętrzny zgrzyt, zbyt często robimy coś tak, żeby się innym przypodobać, dostosować się. No bo “co ludzie powiedzą?”.

Wszyscy wygrywają

My byśmy kupili dwie pary butów. Te różowe baletki i jakieś trampki (przede wszystkim dlatego, że uważamy baletki z kokardami za buty niepraktyczne do codziennego chodzenia po szkole). Nie jest powiedziane, że dziecko wybierze chodzenie w tych różowych butach po placówce, może zechce mieć je w domu. Po wejściu do szkoły, mając przy sobie dwie pary butów, chłopiec mógłby zdecydować, które chce założyć. Nie jest powiedziane, że wybrałaby baletki. To nie jest sprawa życia i śmierci, to są buty. W takim przypadku naprawdę można dać dziecku przestrzeń do podjęcia decyzji. Wspierać, pokazywać różne opcje. Jeśli mimo wszystko zdecyduje się na różowe buty, to prawdopodobnie zmierzy się z różnymi opiniami. Ale to, czy negatywne komentarze go podłamią, zależy przede wszystkim od jego poczucia własnej wartości. A kto je wzmacnia w dziecku? No rodzice właśnie.

Zwykle najpierw spotykamy siebie. Nasze “tak” lub “nie” powiedziane dziecku w wielu przypadkach (oczywiście nie wszystkich) podyktowane jest tym, co dzieje się w nas i często ma niewiele wspólnego z dzieckiem. Podobnie mówimy sobie “tak” lub “nie” nie dlatego, że faktycznie coś jest dla nas, lub nie, coś możemy lub nie, ale nasze wewnętrzne ograniczenia, lęki, obawy, trudne doświadczenia hamują nas przed jakimś działaniem lub popychają do innego.

Ludzie powiedzą to, co zechcą

Co ludzie powiedzą? To zależy od tych ludzi. Od tego jak oni sami czują się ze sobą, jak widzą rzeczywistość. Nie mamy na to wpływu. Jak zechcą, to się przyczepią do jednego słowa, uśmiechu czy gestu. Niektórzy nie lubią kiedy inni odważają się na coś, na co oni odwagi nie mają. Dyskomfort, który w nich powstaje każe im chronić ich ego, utwierdzając siebie i najlepiej innych w przekonaniu, że to co nowe, trochę inne, niesztampowe, najprawdopodobniej jest złe, nieuczciwe i zagraża społecznej stabilizacji.

Bo co to będzie jak ludzie zaczną samodzielnie myśleć? 😉

Co ludzie powiedzą, co pomyślą? Nie wiem, bo każdy jest inny i pomyśli coś innego. Naprawdę szkoda energii na dostosowywanie się do każdego i oczekiwanie na poklepanie po głowie. Życie upływa, niech to będzie naprawdę nasze życie.

Podziel się