Każda kobieta zgodzi się z tymi słowami. Pochodzą one z książki “Biegnąca z wilkami”, której autorką jest Clarissa Pinkola Estés. W jednym z rozdziałów napisała o spotkaniu z przyjaciółką, podczas którego rozmawiały o swoich ciałach, o cechach odziedziczonych po przodkach. W ich historiach przebrzmiewała nuta żalu za ciałami, którymi nie umiały się cieszyć, bo według “świata” były niedoskonałe, niewystarczające.

Kobiety nie żyją po to by wpisywały się w trendy, które żerują na tym aby były z siebie wciąż niezadowolone. Kobiety nie są po to by spełniały oczekiwania mężczyzn, innych kobiet czy grup. Ingerencja w siebie tylko po to by kogoś zadowolić jest na dłuższą metę zgubna.

Wiosna za rogiem

W mniejszych miastach zajęcia fitness to towar deficytowy. Sale są przepełnione, na zajęcia trzeba zapisać się z wyprzedzeniem i potwierdzić obecność, ponieważ jest lista rezerwowa. Idzie wiosna, to pewne. Zmienna pogoda nie wpływa korzystnie na nasze samopoczucie, więc masowo ruszamy po endorfiny wydzielające się przy wysiłku fizycznym, a poza tym stwierdziłyśmy, że tak w sumie to najważniejsze żeby nasze ciała były sprawne jak najdłużej…

Chciałabym żeby tak było, jednakże duża cześć kobiet zapisuje się na zajęcia fitness lub biega kółka wokół osiedla przede wszystkim dlatego, że jest niezadowolona ze swojego wyglądu i/lub żeby wpisać się w „obowiązujące trendy”. Motywacja jaka stoi za naszym działaniem bardzo dużo mówi o tym jak się czujemy same ze sobą, czy lubimy siebie, czy jesteśmy szczęśliwe.

Chcemy ćwiczyć – ćwiczmy. Chcemy zmniejszyć wagę ciała – zmniejszmy. Tylko wiedzmy po co to robimy, oraz że współpracujemy ze swoimi ciałami. Bez nich nie ma nas. Bądźmy kobietami takimi jakimi chcemy być, ale tak naprawdę, z głębi serca. Obdarzmy akceptacją wygląd naszych twarzy, naszych ciał. Nie prowadźmy ze sobą wojny, bo każda wojna niesie ofiary i spustoszenie. Współpracujmy ze sobą, wzmacniajmy siebie, wybierajmy to co nas buduje. Wybierzmy się w drogę, a potem usiądźmy, odpocznijmy. Cieszmy się, że nogi nas niosą. Naprawdę mogłoby być inaczej. Może jest inaczej?

W książce “Obsesja piękna” Renee Engeln odnosi się bardzo sceptycznie do uwag na temat wyglądu innych ludzi, zwłaszcza zawstydzania z powodu nadwagi, jakoby było to podyktowane troską. Kobiety zmagające się ze znaczną nadwagą mają jej świadomość. Piętnowanie czyjegoś wyglądu, które często ociera się o okrucieństwo, nie wspiera nikogo w zmianie nawyków. Renee Engeln komentuje to dość mocno:

Dlaczego preferujecie dbałość o zdrowie opartą nie na o trosce o ciało i jego odpowiednie traktowanie, a na wstręcie do niego? Czemu zależy wam, żeby kobiety nienawidziły tak istotnej części siebie? Powinny czuć się w niej na tyle dobrze i komfortowo, żeby dbałość o nią stała się dla nich naturalna i odruchowa. Nie troszczymy się przecież o to, czego nienawidzimy.

Kobieta jest podmiotem, nie przedmiotem

Kobietom wciąż się odmawia różnych praw. One wciąż muszą coś udowadniać. Naprawdę. Dzieje się też tak dlatego że wiele z nas wciąż sobie na to pozwala. By inni mówili nam jak mamy wyglądać, ile ważyć, w co się ubierać. Nasze ciała wciąż wystawione na komentarze, na cierpienia, na znieważenia. I tak od najmłodszych lat słyszymy te porównania, niby niewinne, a jednak pokazujące nam, że w czyichś oczach jesteśmy niewystarczające. Najgorzej, że kobiety robią to same sobie i sobie nawzajem…

Jesteśmy podmiotami, to w naszych rękach jest zmiana społecznych oczekiwań wobec kobiet, w naszych rękach jest przyszłość naszych córek, wnuczek oraz synowych. Czy chcemy żeby mogły cieszyć się sobą i życiem jako pełnowartościowe osoby, czy żeby były postrzegane i traktowane jak „ozdoby”, dodatki?

Clarissa Pinkola Estés we wspomnianej książce zastanawia się również nad radością i spontanicznością kobiecego ciała. Kiedy odrzucamy ciało uznając je za brzydkie tylko dlatego, ze nie mieści się w obecnie obowiązujących kanonach, przestajemy je cenić za to wszystko co nam daje. Zaburza się więź kobiety z samą sobą, jej pewność siebie i pod presją „obowiązujących norm” traci ona swoją życiową energię na dostosowywanie się do nich. A przecież:

Kobiety mają pełne prawo do radości i przyjemności w świecie, w którym piękno wyraża się na najróżniejsze sposoby. Kto opowiada się za jednym rodzajem piękna, musi być ślepy i głuchy na bogactwo przyrody. Nie ma wszak jednego gatunku śpiewających ptaków, sosen, wilków. Nie może być identycznych dzieci, mężczyzn, kobiet. Nie może być identycznych piersi, talii, skóry.

Skąd płynie kobiece piękno?

Nasze ciała są ładne. Bez względu na to jaki rozmiar i kształt mają. Wspaniale się różnimy kolorami włosów, wyrazem oczu, dźwiękiem głosu. Nie ma jednego wzoru kobiecości. Bo kobiecość to zdecydowanie cos więcej niż nasza powierzchowność. To nasze życie wewnętrzne, nasze wartości, idee, nasz bogaty świat emocji.

Jak byłam młodą dziewczyną, moja ciocia-babcia* opowiadała mi różne ciekawe historie, z wielu z nich płynął morał. Jednym z nich było powiedzenie: nie spodobawszy się brudno i ubrawszy trudno. Jest w nim naprawdę duża mądrość, bo pokazuje, że to w człowieku, w jego wnętrzu widzimy piękno, które urzeka nas na dłużej. Reszta jest dodatkiem.

Nie oznacza to, że mamy nie dbać o nasze ciała, że kobiety mają się nie malować, nie podkreślać swojej urody. Kobiety mogą się malować lub nie i przez cały czas czuć się dobrze ze sobą. Niestety, według badań przytoczonych przez Renee Engeln, większość z nas czuje przymus nałożenia makijażu przed wyjściem z domu.

Organizacja non profit Renfrew Center Foundation przeprowadziła badanie na około 1300 paniach, z którego wynikało, że niemal połowa z nich czuje się nieatrakcyjnie lub niepewnie, kiedy wychodzą bez makijażu. W kulturze owładniętej obsesją piękna kobiety mają poczucie, że potrzebują tych (lub innych) produktów, aby nadać sobie wygląd choć w minimalnym stopniu akceptowalny dla świata zewnętrznego.

(…) Trudno określić, które produkty do makijażu naprawdę pragniesz kupić, a do których zakupu czujesz się zmuszona.

Taki jest świat – ktoś powie. Możliwe, ale świat tworzą ludzie. Każda z nas ma wpływ na to jak myśli, mówi o sobie i o innych kobietach. Na co zwraca uwagę. Jakie przesyła komunikaty. Można powiedzieć, że większość z nas wyrosła w przeświadczeniu co musi, a nie co chce, dlatego zmiana naszego myślenia to jest codzienna, ale warta zachodu, praca.

Jest to temat-rzeka. Chciałabym jednak tę “rzekę” trochę okiełznać. Napisać o tym jaki wpływ obsesja piękna ma na dziewczynki, jak wielką rolę odgrywają media, chciałabym poruszyć temat roli płci, samouprzedmiotowienia kobiet oraz jak można wyrwać się z nadmiernego myślenia o swoim wyglądzie i po prostu żyć. Jeśli jest to dla Was interesujące – dajcie znać w komentarzu.

źródełka:  Clarissa Pinkola Estés, Biegnąca z wilkami, Poznań 2012; 
Renee Englen, Obsesja piękna. Jak kultura popularna krzywdzi dziewczynki i kobiety, Warszawa 2018.
*siostra mojego dziadka

Podziel się