Masz wrażenie, że wciąż za mało umiesz, że coś nie gra, że jesteś niewystarczający? A może po prostu jesteś w niewłaściwym miejscu lub z nieodpowiednimi ludźmi? Czujesz się coraz gorzej, a przecież wiesz, że w gruncie rzeczy jesteś w porządku. Masz różne cechy jak każdy. O co zatem chodzi?

Samoocena kontra poczucie własnej wartości

Pojęcie samooceny traktowane jest nieraz na równi lub zamiennie z pojęciem poczucia własnej wartości. Jest jednak czymś innym. Poczucie własnej wartości opiera się przede wszystkim na akceptacji. Jest czymś ugruntowanym, zdecydowanie stabilniejszym niż samoocena. Nie jest ono „w porównaniu z”, tylko po prostu jest, jest czymś należnym każdemu człowiekowi. Natomiast samoocena jest oceną, zawiera elementy porównania z innymi osobami, przedstawia silniejsze i słabsze strony człowieka w odniesieniu do innych ludzi.

Zatem można stwierdzić, że poczucie własnej wartości i samoocena niekoniecznie muszą iść na równym poziomie. Można mieć średnią samoocenę ale nadal czuć się wartościową osobą, a można mieć bardzo wysoką samoocenę, a niskie poczucie własnej wartości.

Poczucie własnej wartości jest niezależne od osiągnięć, wyglądu, stanu portfela czy innych „punktowanych wytycznych”. Jest to po prostu przekonanie o wartości siebie jako człowieka, o prawie do istnienia bez względu na wszystko. Tak po prostu. Niestety wiele osób sobie tego prawa nie daje, bo wiele tego prawa nie dostało. Dlatego obecnie poczucie własnej wartości, to często efekt wieloletniej pracy nad sobą.

Samoocena w opałach

Gdzie najbardziej może ucierpieć nasza samoocena?

Miejsca

Nie zawsze miejsca, w którym żyjemy, pracujemy, mieszkamy są dla nas odpowiednie. Nasza osobowość, temperament, zestaw wrodzonych cech i nabytych umiejętności, a nawet przekonania mogą zupełnie nie korelować z miejscem, w którym przebywamy. Zaczynamy się męczyć, nie jesteśmy w stanie sprostać oczekiwaniom środowiska, ponieważ te oczekiwania są dla nas albo za trudne, albo wręcz niemożliwe do zrealizowania. Jeśli wszyscy inni wydają się odnajdywać w danym miejscu, tylko nie my, nasza samoocena może zacząć się obniżać. I chociaż nie ma w tym naszej winy, że pasujemy np. jak kwiatek do kożucha (a co, myślmy o sobie dobrze!) do danego miejsca, czujemy się coraz gorzej. Jest to tym trudniejsze, jeśli z jakiegoś powodu musimy w danym miejscu przynajmniej przez jakiś okres pozostać.

Pisząc o tym przypomniała mi się świetna opowiastka (autorstwa Joanny Wachowiak), którą czasem czytam córce. Bajka jest o ślimaku, który chce się bawić, ale w wiele zbaw nie może. Ani w berka, ani w podskoki, ani grać w piłkę (no jak to ślimak). W końcu bardzo zrezygnowany, stwierdza, że nie ma przyjaciół, bo nie może grać w te gry, i że do niczego się nie nadaje. Wtedy przypadkiem spotyka gąsienicę, która pyta go o to w co on się lubi bawić. Ślimak więc opowiada. Wszystkie pomysły podobają się gąsienicy, więc stwierdza:

Znasz tyle świetnych zabaw! Sam widzisz, że nie jesteś do niczego, po prostu tamte zabawy: kopanie, bieganie i podskoki, nie nadawały się dla ciebie.

Niby takie oczywiste, a my wciąż próbujemy wpasować się w role, odnaleźć się w miejscach lub pracach, które nie są dla nas. I jeszcze biczujemy się, że jesteśmy „niewystarczający”. Ależ jesteśmy wystarczający, tylko w innych rolach, innych miejscach, innych pracach. Warto, chociażby wolniutko, zdążać do tego, do czego mamy zdolności i umiejętności. A nawet jeśli nie jest to aktualnie możliwe – nie oceniać siebie przez pryzmat tego, co nie jest dla nas.

Ludzie

Są ludzie, którzy czy to w tzw. „dobrej wierze”, czy też niekoniecznie, specjalizują się w podkopywaniu naszej samooceny. Nie zawsze jest to celowe działanie, ba, głęboko wierzę, że jest to działanie podyktowane ich własnym bólem, lękiem, brakiem – zwykle nieuświadomionym.

Zwykle są to etatowi „podcinacze skrzydeł”, osoby, które sądzą, że „mogą sobie pozwolić na więcej” w stosunku do nas (niezmiernie mnie ciekawi, skąd taki wniosek), ludzie „szukający dziury w całym”, a także „wampiry emocjonalne” i inni. Trzeba się przy tym uderzyć w piersi, bo może my też tak komuś czasem podkopujemy samoocenę…. Kiedy nie czujemy się ze sobą zbyt dobrze, kiedy nasza samoocena kuleje – wtedy może pojawić się pokusa żeby komuś „udowodnić”, że wcale nie jest „taki fajny”.

W każdym razie, rozsądnym wydaje się przebywanie w towarzystwie osób, które są pozytywnie nastawione do nas, które widzą w nas więcej dobrych stron, niż tych mniej dobrych. Jednakże spotykamy bardzo różnych ludzi w życiu, zdarza się, że wybór środowiska, przynajmniej przez jakiś czas, jest ograniczony. Dlatego istotnym jest, by nasza samoocena nie bazowała na feedbacku z otoczenia, tylko właśnie na zdrowej ocenie samego siebie. Napisał o tym Nathaniel Branden:

Relacje z ludźmi przynoszące wsparcie są z pewnością lepsze niż toksyczne. Ale traktowanie innych jako pierwotnego źródła własnej samooceny jest niebezpieczne. Po pierwsze, nie daje to efektów, po drugie, stwarza zagrożenie, że uzależnimy się od ich aprobaty.

Wygórowane oczekiwania

Nie chodzi o to, żeby od siebie nie wymagać, nie starać się stawać lepszym. Ale nie powinno dla nas być priorytetem „ulepszanie siebie” w dziedzinie, z którą jest nam naprawdę nie po drodze, do której zwyczajnie nie mamy zdolności. Wygórowane oczekiwania i wymagania względem siebie mogą prowadzić do frustracji i zaniżania własnej samooceny.

Ocenianie stawia ludzi na różnych poziomach. Są określone (przez kogo?) standardy do spełnienia i na ich podstawie się oceniamy. Jeśli służy to określeniu naszych cech, zdolności, umiejętności (ujmując możliwość ich rozszerzania w pewnych dziedzinach), nie czyni to nam szkody. Jednak nieustanny „ujemny bilans” w porównywaniu się z innymi.. może doprowadzić do znacznego obniżenia samooceny, co w pewnych przypadkach może podkopywać również poczucie własnej wartości. I choć te ostatnie powinno wynikać z samego faktu bycia istotą ludzką, od wielu z nas w dzieciństwie, a także w późniejszym życiu oczekiwano, ze zasłużymy na nie. Jakoby nam się nie należało „za darmo”.

Wysoka samoocena może być kompensacją niskiego poczucia własnej wartości. Człowiek nie czuje się wartościowy więc się w życiu wciąż ściga, goni, wygrywa, zdobywa, gromadzi by poczuć się lepiej. Kiedy on ma więcej niż inni, wydaje mu się, że jest bardziej wartościowy, choć wcale tak nie czuje w głębi serca.

Dlatego trzeba uważać na to jakie stawiamy wobec siebie oczekiwania, czy mają one służyć naszemu wzrastaniu i rozwojowi. A może mają nam fundować huśtawkę emocjonalną od załamania kiedy im nie sprostamy do euforii kiedy czujemy się lepsi niż inni – obie opcje to pułapka.

Jak zachować dobre samopoczucie

Cechy wrodzone, to cechy wrodzone. Nie ma sensu żeby introwertyk próbował stać się ekstrawertykiem, bo takie są roszczenia, bo tak oczekują ludzie, miejsca, a w końcu i on sam od siebie stając się coraz bardziej nieszczęśliwym. Najlepiej jest przyjąć do wiadomości jakie się ma cechy, temperament, indywidualne upodobania i starać się prowadzić życie jak najbardziej zgodnie ze sobą.

To w jakim miejscu jesteśmy, z jakimi ludźmi, często jest wypadkową wielu czynników. Nie wszędzie będziemy czuć się jak ryba w wodzie. Nie zawsze nasze cechy zostaną docenione, ponieważ w danym miejscu doceniane są akurat inne cechy. Dlatego nasza samoocena nie może być zależna od opinii innych osób. To jest tylko opinia, a nie prawda o nas. Ocena, którą inni wydają dotyczy naszych cech lub umiejętności, które są jakie są. Nasze. Przecież doskonale wiemy, że mamy różne umiejętności, które akurat w danym miejscu nie muszą być przydatne, ale są przydatne gdzie indziej. Spokojny, flegmatyczny człowiek raczej nie sprawdzi się w pracy na akord. I nie musi.


Źródełka: Branden N., 6 filarów poczucia własnej wartości, Łódź 2016;
Stein A., Dziecko z bliska idzie w świat, Warszawa 2014;
Wachowiak J., Opowiastki dla małych uszu, Warszawa 2013
Podziel się